• Zaneta Branch

Tajne misje HMAS Onslow

Zastanawiam się przez dłuższą chwilę, czy wytrzymam. Powracają natrętne wspomnienia ponad godzinnego rezonansu magnetycznego głowy, zakończonego niespodziewanym atakiem paniki. Zdecydowanie nie przepadam za ciasnymi przestrzeniami. Obiecałam jednak córce zwiedzanie łodzi podwodnej już dawno, a właśnie wyszłyśmy z imprezy urodzinowej na Darling Harbour, gdzie zacumowany jest Onslow. Na pierwszy rzut oka onieśmiela swoją potężną konstrukcją, którą otacza aura tajemniczości. W ciągu trzydziestu lat służenia Australii, Onslow uczestniczył w 16 tajnych wyprawach na całym świecie. Dziś należy do imponującej floty sydnejskiego Muzeum Morskiego.





Przeciskamy się przez wąski właz, po czym schodzimy po wysokiej drabinie do pomieszczenia z torpedami. Choć Onslow może zmieścić aż jedenaście torped, ze względu na ogromne koszty, wszechmocna broń używana była przez okręt bardzo oszczędnie.


-Mamo, jak marynarze mogli tu pracować? Przecież tu wcale nie ma miejsca. - zauważa rezolutna pięciolatka, budząc mój uśpiony jeszcze przed chwilą strach przed ciasnymi przestrzeniami. Oddycham powoli i głęboko, skupiając całą swoją uwagę na pełnym pasji głosie wolontariusza, opowiadającego o codziennych rozterkach życia na łodzi. Marynarze musieli sobie jakoś radzić, często wykazując się nie lada kreatywnością. Do wyrzucania śmieci służył im wyrzutnik gazowy, który wyrzucał worki z nieczystościami, obciążając je najpierw dodatkowymi kilogramami. Dzięki temu, po wyrzuceniu, torby opadały na dno oceanu i żadne zanieczyszczenia nie unosiły się na wodzie, nie zdradzając pozycji łodzi podwodnej.





Członkowie załogi dobierani byli ostrożnie. Musieli posiadać określone cechy charakteru, jak również konkretne uwarunkowania fizyczne i psychologiczne. Nie za niscy, nie za wysocy, ale przede wszystkim spokojni i opanowani. Okazywało się bowiem, że często największym wrogiem nie była inna łódź podwodna, a inny członek załogi. Bójki wybuchały ponoć pod pretekstem byle drobnostki, a awantury na ekstremalnie ograniczonej przestrzeni mogły doprowadzić do niemałych kłopotów. Choć często bójki zaczynały się od kłótni o jedzenie, to wciąż opłacało się pracować jako kucharz. Wszyscy bowiem członkowie załogi mogli brać prysznic jedynie raz w tygodniu, natomiast kucharz posiadał ten przywilej na codzień.


Przechodzimy obok sypialni, a raczej niewielkiej przestrzeni z niewiarygodnie ciasno umieszczonymi cieniutkimi legowiskami piętrowymi. Namiastkę prywatności dawały niewielkie, sztywne zasłony, zapinane na guzik. Ogrom przycisków, żarówek, pokręteł, przewodów i światełek zdaje się być nieskończony. Uważam, gdzie staję, jednocześnie starając się omijać głową najeżone metalem ściany. Na tablicy przy kuchni widnieje napisane kredą ostatnie zaserwowane na okręcie menu: steki z sosem grzybowym, kiełbasa, kurczak, sałatka i ziemniaki pieczone.





Onslow używany był głównie jako platforma do tajnych misji i do zbierania informacji wywiadowczych. Mottem okrętu podwodnego było: „Siła, cisza, niespodzianka”. Dzięki swojej możliwości „znikania” z pola widzenia, Onslow mógł dostać się do obszarów niedostępnych w żaden inny sposób. Był wówczas w stanie słuchać transmisji radiowych i robić zdjęcia innych statków. Onslow wyróżnia także izolacja akustyczna całego sprzętu, dzięki czemu jest jednym z najcichszych okrętów podwodnych, jakie kiedykolwiek zbudowano.


Przeciskając się wąskimi przejściami zaskakuje mnie świetny stan wnętrza okrętu. Onslow został wycofany z eksploatacji w 1999 roku i wówczas stał się częścią floty należącej do Muzeum Morskiego. Pod opieką muzeum przechodzi regularne inspekcje i usprawnienia, dzięki czemu nadal pozostaje bliski stanu operacyjnemu. Idąc dalej, wyobrażam sobie, jak trudno było przemieszczać się po okręcie załodze, zwłaszcza w sytuacjach, kiedy musieli to robić pod presją czasu. „Przyklejali” się zapewne do ścian, wciągając brzuchy, przepuszczając się nawzajem na korytarzach.





Onslow posiada komorę nurkową, przeznaczoną dla Sił Specjalnych do opuszczenia łodzi na tajne operacje. Nie zdała by się jednak do uratowania załogi w razie utonięcia, spowodowanego wypadkami, takimi jak pożary, powodzie czy awarie zasilania. Okazuje się bowiem, że aby załoga mogła uciec lub zostać uratowana z zanurzonej łodzi podwodnej, statek musi leżeć nienaruszony na dnie morskim z rozbitkami w co najmniej jednym wodoszczelnym przedziale. Jeśli łódź podwodna zatonie bezpowrotnie, bardzo rzadko zdarzają się ocaleni. Ponad 90% dna morskiego jest zbyt głębokie, żeby można było się z takiej sytuacji uratować w czasach świetności Onslow.


Australia posiada obecnie sześć okrętów podwodnych klasy Collins. Zaprojektowane w latach osiemdziesiątych, nadają się już niestety na wymianę. Przeciskamy się przez wąski właz, przez który wpadają ciepłe zimowe promienie słoneczne, a ja, choć w maseczce, biorę głęboki oddech. Warto było pokonać strach, żeby zrozumieć, jak niewiarygodnie trudną pracę wykonują załogi okrętów podwodnych i poczuć smak tajnych podwodnych misji.




66 wyświetlenia0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie