Copyright Wszelkie prawa zastrzeżone. Żaneta Branch

HISTORIA MOJEJ EMIGRACJI /2007-2016/

13/01/2017

Po pięciu latach mozolnej nauki, weekendów spędzonych w czytelni uniwersyteckiej na rozszyfrowywaniu języka staro-cerkiewno-słowiańskiego, na pisaniu rozpraw naukowych i recenzji ze sztuk teatralnych, w końcu wywalczyłam - bo była to nieustająca walka z rządzą imprezowania w klubach na Pradze, podróżowania po Europie i spania przez cały dzień, albo chociaż przez 7 godzin - tytuł magistra Filologii Polskiej. Jakże oczekiwany przez polską mentalność tamtej chwili - tytuł magistra, którego nie użyłam ani razu od uzyskania dyplomu a miał przecież gwarantować stabilną, różową przyszłość.

 

Tak mi się jednak ułożyło życie, że szastać tytułem zacnym, w lewo i w prawo, na nic by się nie zdało. Siedem dni bowiem po obronie mojej pracy magisterskiej o twórczości jakże nietuzinkowego lecz niestety niedocenionego w Polsce autora Mariana Pankowskiego, z walizką w ręku i z plecakiem na ramieniu, wsiadłam do samolotu. 

 

Kilka tygodni wcześniej mówię do brata "Paweł, lecę do Norwegii, podobno tam się dobrze zarabia.". "Do Norwegii będziesz lecieć? Leć do Australii! Tam się dopiero żyje!". Z najlepszą przyjaciółką Magdą i z biletem w jedną stronę, przytuliłam tegoż brata na lotnisku w Warszawie i jak się okazało, wyemigrowałam z Polski być może na zawsze. Plan był inny. Zamierzałam zwiedzić Australię, nauczyć się angielskiego, zdobyć doświadczenie, poimprezować z Magdą i wrócić do Europy po dwóch, góra trzech latach. W Polsce mieszkać nie chciałam, to wiedziałam na pewno, ale myśl, żeby zostać tu w Australii na stałe nawet mi nie przeszła wówczas przez głowę. 

 

Przez sześć miesięcy walczyłyśmy - walka okazuje się motywem przewodnim mojej historii - dosłownie o "przetrwanie". Czasem w lodówce był tylko dżem i ketchup - słaba kombinacja. Życie na wizie studenckiej w Australii okazało się wyzwaniem. I nie tylko ze wszystkich oczywistych powodów: że ciężko znaleźć pracę ze słabym angielskim i że ciężko być nagle oderwanym od całego Twojego dotychczasowego systemu wsparcia.

 

Życie okazało się ciężkie, ponieważ nasze nastawienie było właśnie takie - ciężkie. No bo jak to tak, że świeżo upieczona pani magister, co zna każdą datę z życiorysu Norwida ma nosić kawy na tacy? No jak to z takim wykształceniem, z taką elokwencją i wielkimi planami, mamy komuś posprzątać mieszkanie i jeszcze psa wyprowadzić i zmienić dziecku pieluchę? No ale ja przecież znam całą historię literatury polskiej, a w wierszu potrafię wyodrębnić stopy daktyliczne i trocheiczne, cezurę, transakcentację i heksametr polski!

 

A ja mam zaczynać od zera? I nawet po kilku miesiącach pobytu, dalej nie ma dla mnie choćby ciut satysfakcjonującej pracy w księgarni czy bibliotece? No nie było. A to dlatego, że za dużo wymagałyśmy, a za mało jeszcze wtedy miałyśmy do zaoferowania w zamian. Pewnie, miałyśmy dyplom i pewność siebie w rozmowie z profesor doktor habilitowaną na Uniwersytecie w Polsce, ale doświadczenia w pracy, doświadczenia w pokonywaniu przeszkód i entuzjastycznego nastawienia do "byle-jakiej" pracy, brakowało. I pokory. Zwłaszcza pokory, świadomości, że jesteśmy w totalnie nowym i jakże innym od dotychczasowego środowisku, i że trzeba z uśmiechem, cierpliwością i wdzięcznością, zacząć nową przygodę i chwytać życie garściami. Niestety takiej edukacji nigdy sobie nie zapewniłyśmy. 

 

Dlatego, jak Madie będzie chciała ominąć jedną lekcję w szkole, bo nie będzie jej się chciało słuchać o przydługiej i totalnie nudnej australijskiej siostrze "Chłopów" Reymonta, to zrozumiem jej wybór. Może ten czas wykorzystamy na ważniejszą lekcję o tym, że nie wolno oceniać innych ludzi bo to najgorsze co robimy sobie nawzajem. Mnie tego nauczyło doświadczenie a nie szkoła, niestety.

 

Dlatego ja moim córkom pokażę różne drogi, których ja w wieku 19 lat nie widziałam. Ogromna część australijskiej młodzieży po skończeniu - lub nie - high school, idzie prosto do pierwszej lepszej pracy, żeby się usamodzielnić, zacząć zarabiać pieniądze i zacząć "żyć". Bo dopiero pełna odpowiedzialność za siebie sprawia, że zaczynamy poznawać czym to życie tak na prawdę jest. Tak zrobił mój mąż Lionel. Rzucił szkołę w wieku 16 lat i poszedł do pracy w supermarkecie. Za pierwsze zarobione pieniądze kupił sobie samochód i wyjechał z małego miasteczka w Południowej Australii w poszukiwaniu, jak się później okazało, pięknej i inteligentnej księżniczki z dalekiej krainy zwanej Polską. A tak na poważnie to, gdy się poznaliśmy, on miał już 10 lat doświadczenia w pracy i stanowisko z regularną, dobrą pensją. Ja, w zbliżonym do niego wieku, miałam mój dyplom i zero doświadczenia w pracy, no i w związku z tym - ja do niego, a nie on do mnie, mówiłam "szefie".

 

Dopiero po czterech latach w Australii dostałam pierwszą pracę, z której byłam dumna i do której chodziłam z uśmiechem na twarzy. I to też nie był szczyt moich marzeń, ale była to praca, która mnie dużo nauczyła, dawała satysfakcję i płaciła bardzo dobre pieniądze. Ale gdybym tamtego pamiętnego dnia, po 2 latach tutaj, gdy miałam już dość płacenia za wizę i zaczęłam pakować walizki - poddała się, to nigdy bym nie wiedziała, że mogło się udać. Wróciłabym do Polski z uczuciem niespełnienia, które być może już na zawsze by ze mną zostało. 

 

Jak jest mi dziś z tą moją emigracją? Raz dobrze, a raz nie. Wiem, jak szczerze kocham Australię i życie, jakie oferuje swoim mieszkańcom, ale też pamiętam, jak bardzo kocham Polskę i szalenie mi jej brakuje nawet dziś, prawie 9 lat później. Ale nie tylko o rynek w Krakowie, sanki w zimie i świąteczny barszczyk z uszkami się rozchodzi. To rodziny mi brakuje, wiadomo. Nie ma dnia bez tęsknoty za rodzicami i braćmi. Nie ma dnia bez żalu, że zabieram babci wnuczki i wnuczkom babcię.

 

Emigracja wzmacnia i osłabia, daje i zabiera, niszczy i buduje. Jak na Ciebie wpłynie - zależy od Ciebie.

 

Udostępnij na Facebooku
Podziel się na Twitterze
Please reload

Dlaczego Uluru nie jest dla każdego?

24/09/2019

Glow Worm Tunnel czyli niecodzienna przygoda 180km od Sydney

27/04/2019

Baśniowo, czyli The Grounds Of Alexandria

15/03/2019

1/10
Please reload

Może ci się spodobać również: