Copyright Wszelkie prawa zastrzeżone. Żaneta Branch

TRADYCYJNE WCALE NIE ZNACZY DOBRE

16/11/2016

Jest takie krótkie, pozornie całkiem niewinne pytanie, które za każdym razem wywołuje u mnie prawdziwą lawinę emocji. Najpierw pojawia się na mojej twarzy mały niby - uśmiech, niby - grymas. Mrużę oczy. Jednocześnie kotłują się w głowie pytania czy odpowiedzieć grzecznie, czy prosto z mostu tak jak jest. Za wszelką cenę staram się nie wywracać oczami, bo to byłoby przegięcie. Dla ulgi więc przewracam oczami w wyobraźni. Szybko przypominam sobie w myślach: "oddychaj". Przełykam ślinę.

 

"Czy chociaż mąż Ci trochę P O M A G A?" - pytają notorycznie, widząc, że jako matka dwójki maluchów, jakby nie patrzeć - robię za dwoje.

Pytają, przypuszczam, z czystej troski, ale też z ukrywaną nadzieją, że usłyszą odpowiedź twierdzącą, która przyniesie im ulgę, że jednak nie mam aż tak bardzo przechlapane. I nie będą się czuli już tak szalenie niezręcznie a jednocześnie tak głęboko szczęśliwi, widząc mnie goniącą dwoje dzieci uciekające ode mnie jak od ognia piekielnego w dwóch różnych kierunkach, kiedy oni siedzą sobie wygodnie, z nogą na nodze, pijąc wciąż gorącą kawę i czytając gazetę w kawiarence przy placu zabaw.

 

Najczęściej walę prosto z mostu, że mąż mi nie "pomaga", tylko jest po prostu rodzicem i mężem i wypełnia swoje obowiązki. "No ale nie jest zmęczony po pracy, żeby jeszcze po całym dniu w robocie pomagać w domu?"-słyszę. "Oddychaj" - przypominam sobie konsekwentnie, choć poziom frustracji rośnie nieuchronnie. Czas strategicznie zmienić temat lub szybko odbiec udając, że właśnie zauważyłaś że Twoje dziecko gdzieś nieopodal jest w ogromnym niebezpieczeństwie.

 

No bo jak to "pomaga"? A czy mąż nie jest członkiem rodziny? Czy mąż jest gościem w domu, że "pomaga"? Czy to ja sama zdecydowałam się na posiadanie dzieci i ich wychowywanie, a mąż to tak tylko może sobie wpadać i pomagać od czasu do czasu? A czy mąż wyłącza swoje racjonalne myślenie tuż przed powrotem z pracy do domu i nie widzi niekończącego się nawału mozolnej pracy przygniatającej codziennie każdą matkę?

 

A czy ja, matka/opiekunka/pielęgniarka/kucharka/przedszkolanka/nauczycielka/sprzątaczka/kierowca - cały dzień odpoczywałam i leżałam plackiem na kanapie, że nie zasługuję na przerwę od dzieci, gdy mąż wraca z pracy? Czy może kolację też mam zrobić tak, jak zrobiłam lunch - z jednym dzieckiem wiszącym mi na szyi i z drugim wrzeszczącym w niebogłosy, bo założyłam jej koszulkę w paseczki w prawo a one chciała w paseczki w lewo?

 

Myślę, że my kobiety zbyt często przyjmujemy pewne utarte stereotypy bez obiektywnej oceny ich adekwatności do rzeczywistości w której żyjemy. Napatrzyłyśmy się będąc dzieckiem na sprytnie i bezdusznie wypracowany przez facetów stereotyp matki Polki kury domowej i często ślepo powielamy jego elementy. Wychowałyśmy się w większości w rodzinach, w których panował "tradycyjny podział obowiązków" czyli - bądźmy szczerzy - żaden podział, bo kobieta brała większość obowiązków domowych i opiekę nad dziećmi na siebie. Niestety nawet dziś, bardzo wiele kobiet, nigdy nie ma przerwy od bycia mamą. Mąż wraca z pracy i ewentualnie czasami - właśnie - pomaga. Dlaczego się na to godzą - nie wiem i nie oceniam, ale ja osobiście na pomaganie się nie umawiałam, ja weszłam w układ partnerski i tego też oczekuję - partnerstwa i współpracy.

 

Proponuję wszystkim zaprzestać zadawania tego pytania wykończonym matkom, które nie ważne o jakiej porze dnia, zawsze czekają tylko na 5. po południu żeby móc dać mężowi w drzwiach buzi w buzi i dzieci w ramiona. W zamian proponuje zapytać "Czy mogę wpaść i Ci w czymś czasem pomoc?" jeśli oczywiście faktycznie jesteśmy gotowi to zrobić. Kto wie, może akurat takie krótkie pytanie rozjaśni dzień jakieś mamie, która nie dość że nie zdążyła rano umyć zębów, to jeszcze z niewyspania zapomniała kiedy się urodziło jej roczne dziecko i na pytanie lekarza odpowiedziała maj zamiast marzec, przez co biczuje się w myślach przez cały dzień.

 

A jak to jest z tymi tatusiami co "pomagają"? Przychodzą z pracy do domu, kładą się na kanapie, odpalają Netflixa i po godzinie zapytają: "może coś Ci pomóc kochanie?". Pomóc jej wyprać jego skarpety? A może pomóc jej ugotować kolacje dla niego? Hmmm

Moja druga ulubiona sytuacja. Jestem gdzieś sama, nieważne gdzie, w sklepie spożywczym albo... no ok - w sklepie spożywczym, bo nigdzie indziej nie chodzę, i ktoś pyta z wielkimi oczami, zaniepokojonym piszczącym głosem: "a kto się zajmuje dziećmi??!"

 

"Sąsiad!" - ciśnie mi się na usta za każdym razem.. No sąsiad albo ewentualnie mój fryzjer, NO BO PRZECIEŻ NIE OJCIEC DZIECI, prawda? A jak już rzucę wnerwione "No mąż przecież...", to co słyszę? "Ale masz szczęście, że masz takiego dobrego męża!" - słyszę i witki, jedna po drugiej, mi opadają. Dlaczego nikt nigdy nie powiedział do faceta w pracy: "ale masz wspaniałą żonę, że poświęca swoją karierę i balans w życiu, zajmuje się domem i opiekuje się sama dziećmi!"?

 

Bo tak się przyjęło, że jak chłop raz w miesiącu odkurzy dwa pokoje, bo o trzecim zapomni a czwarty sobie odpuści, to już jest bohaterem miesiąca na dzielni. A jak jeszcze zobaczą chłopa, że raz w tygodniu - strategicznie w dzień targowy, żeby wszyscy widzieli - pcha ten ciężki wózek z dzieckiem i jeszcze zrobi zakupy, (to znaczy kupi te 3 rzeczy z 45, które miał kupić, ale które mu wyleciały z głowy), no to już w ogóle zasługuje na medal i miano ojca roku. A kobita wyrabia 1600 procent normy dzień za dniem, kawa, pranie, pranie, pranie, kawa, sprzątanie, sprzątanie, sprzątanie, sprzątanie, kawa, zakupy, pranie, sprzątanie, wino, zamyka oko na pięć minut, wstaje co minutę, bo któreś dziecko ją woła, wstaje rano i jazda od początku. Sprzątanie, zakupy, a na zakupach słyszy "ale masz wspaniałego męża!".

Udostępnij na Facebooku
Podziel się na Twitterze
Please reload

Dlaczego Uluru nie jest dla każdego?

24/09/2019

Glow Worm Tunnel czyli niecodzienna przygoda 180km od Sydney

27/04/2019

Baśniowo, czyli The Grounds Of Alexandria

15/03/2019

1/10
Please reload

Może ci się spodobać również: