Copyright Wszelkie prawa zastrzeżone. Żaneta Branch

WATSONS BAY/"THE GAP" / bohaterowie to zwykli ludzie żyjący wśród nas

24/11/2016

Madie jest dziś w przedszkolu, a mąż ma wyjątkowo wolne w pracy. Mamy w domu tylko jedno dziecko. WOW. Totalny luzik. Stwierdziliśmy, że skoro nie możemy chodzić na randki na kolacje, to dlaczego by nie wyskoczyć na randkę w porze lunchu?

 

Pojechaliśmy na Watsons Bay. Jest to świetne miejsce na zimne białe wino w środku dnia. Malutka plaża, ciepła płytka woda, świeżutkie owoce morza w pobliskich restauracjach, widok na miasto i bardzo fajny klimat.

 

Ale! Wystarczy przejść na drugą stronę ulicy, żeby ujrzeć prawdziwą magię. "The Gap" to jedno z najbardziej spektakularnych widoków w Sydney. Ogromne ściany skalne zderzające się z niekończącymi się wodami Morza Tasmańskiego. Klify onieśmielają oczy gapiów swoją majestatycznością, wzbudzają strach, podziw i szacunek.

 

Kierując się na zachód natknęliśmy się na wielką kotwicę z pamiątkową tablicą. Jak się dowiedzieliśmy, w 1857 roku statek Dunbar zmierzał do Sydney z Anglii z ponad 120. osobami na pokładzie. Niestety u wejścia do zatoki zastała ich burza i wyjątkowo słaba widoczność. Statek rozbił się o skały. Następnego ranka okolicznych mieszkańców powitał widok martwych ciał w zatoce, nagich i poszarpanych przez rekiny.

 

Zginęli wszyscy pasażerowie i członkowie załogi oprócz jednego marynarza, Jamesa Johnsona. Szczęściarz został uratowany po 36. godzinach spędzonych na urwisku skalnym nad brzegiem rwących morskich nurtów. Niezidentyfikowane ciała ofiar pochowane zostały na cmentarzu w Camperdown, a wielkość procesji pogrzebowej przeszła do historii.

 

Co ciekawe, Johnson pracował później na latarni morskiej w Newcastle i w 1866 sam uratował rozbitka! Niesamowita historia!

 

Ale ta jest jeszcze lepsza! Niebezpieczne rejony "The Gap" niestety od zawsze przyciągały samobójców. Od lat miejsce to nazywane jest "Suicide location". Wyobraźcie sobie, że niedaleko od klifów mieszkał sobie pan, który spędzał większość swojego czasu starając się przekonać napotkanych ludzi, których słusznie rozpoznał jako potencjalnych samobójców, do zmiany swojej decyzji. Mało tego, często zapraszał ich do swojego pobliskiego domu na herbatę i rozmowę od serca.

 

Zwykły facet, Don Ritchie, ocalił podobno 164 osoby! Wiele spośród nich wracało do niego po latach z podziękowaniami. Niestety Don już nie żyje, na szczęście został doceniony i jeszcze za życia odznaczony orderem honorowym Australii. Nazywany jest Aniołem, "The Angel of the Gap".

 

Piękni ludzie żyją w koło nas, uśmiechajmy się więc do siebie. Opowiadajmy nasze historie. Usłyszmy historie innych. Bohaterowie to zwykli ludzie tacy jak Ty i ja.

 

Podziwianie obłędnych widoków jest fajne, ale dopiero poznanie ich historii i historii ludzi z nimi związanymi, spaja nas z tymi miejscami na zawsze.

 

 

 

Udostępnij na Facebooku
Podziel się na Twitterze
Please reload

Dlaczego Uluru nie jest dla każdego?

24/09/2019

Glow Worm Tunnel czyli niecodzienna przygoda 180km od Sydney

27/04/2019

Baśniowo, czyli The Grounds Of Alexandria

15/03/2019

1/10
Please reload

Może ci się spodobać również: