Copyright Wszelkie prawa zastrzeżone. Żaneta Branch

BYCIE MAMĄ

27/11/2016

Przez cały długi tydzień marzę wciąż o tym, żeby gdzieś się wyrwać bez dzieci, choćby na chwilę. Widzę oczyma wyobraźni siebie siedzącą wygodnie w kafejce, czytającą bez pamięci tę zaległą od trzech lat powieść i pijącą wciąż jeszcze gorącą kawę.

Tymczasem nadchodzi sobota, mąż zostaje w domu z dziećmi i stara się mnie przekonać, że nic im nie będzie, jeśli będą razem budować z klocków, a w tle będzie lecieć "Walking Dead". Nie godzę się i wychodzę.

 

Wychodzę na tę upragnioną, wyczekiwaną kawę, a tu zamiast wewnętrznego spokoju, nagle wszędzie widzę tylko małe słodkie dzieciaki trzymające za ręce swoje uśmiechnięte mamy. Koniec luzu -

wracam do domu, żeby jak najszybciej przytulić dziewczynki i czytać im o kolejnej ekscytującej przygodzie w błocie Świnki Peppy.

 

Tydzień w tydzień, już od niedzieli czekam na środę, żeby zawieźć Madie do przedszkola i mieć trochę luźniejszy dzień "tylko" z jednym dzieckiem w domu.

Przychodzi środa, biegniemy z entuzjazmem do samochodu, już czuję w powietrzu zapach tego błogiego spokoju w domu, gdy Madie tu nie ma, ale gdy zostawiam ją na miejscu z przedszkolanką, nagle pojawia się smutek, że to ktoś inny będzie się nią zajmował, a nie - ja. No i już po cudownym humorku!

 

Wracam do domu, znowu chcę być twarda więc planuję, że odbiorę ją, jak najpóźniej, po czym pędzę po nią grubo przed czasem jak poparzona. Gdy ją odbieram po zaledwie kilku godzinach, ściskam ją tak mocno, jakbym jej nie widziała conajmniej tydzień.

 

Codziennie od 17.00, po całym dniu podnoszenia, przenoszenia, karmienia, przebierania, sprzątania i negocjowania, czekam już tylko na ten moment, kiedy dzieci będą już w łóżkach, a ja będę miała chwilę "dla siebie" (czyli poskładam wtedy pranie albo posprzątam kuchnię). Dziewczynki w końcu zasypiają, a ja choć wykończona, z podkrążonymi oczami i głodna, stoję nad nimi, patrzę na ich malutkie, perfekcyjne śpiące buzie, słucham ich miarowego, spokojnego oddechu i nie chce mi się odchodzić, bo nie ma bardziej kojącego i uszczęśliwiającego widoku na świecie.

 

Ten właśnie widok za każdym razem ściąga mnie do "tu i teraz", przypomina mi, że kiedyś będę mogła przesypiać całe noce i będę jadła śniadania w spokoju, ale co z tego, jeśli nie będę miała tej radości, tych uśmiechów, tych wyjątkowych chwil, tych dwóch małych istot, które są dla mnie całym światem.

 

Czy brakuje mi życia sprzed lat z jego wolnością, spontanicznością i luzem? Bardzo!

Czy brakuje mi czasu dla siebie, na to, żeby pójść czasem do kina, czytać książki, malować paznokcie, wychodzić z domu po zmroku, jeść swoje posiłki bez czterech małych rączek w moim talerzu, pić gorącą kawę i chodzić do toalety bez towarzystwa? Codziennie!

Czy zamieniłabym moje życie na inne, mniej skomplikowane, łatwiejsze, bardziej uporządkowane? Na życie - bez dzieci? Nie ma mowy!

 

To życie tych dwóch maluchów nadaje mojemu życiu sens. To one rozciągnęły moje serce do gigantycznych rozmiarów i wypełniły je ogromem miłości i szczęścia. Nie ma bowiem nic piękniejszego od tych małych usteczek, które nagle ni z tego ni z owego szepczą "kocham Cię mamo", od tych małych rączek ściskających Cię tak mocno każdego ranka, od tego ogromnego uśmiechu dziecka, gdy wracasz do domu, a wyszłaś na dwór jedynie na chwilę powiesić pranie. I od tych małych, roziskrzonych oczek, które patrzą na Ciebie z nieskończonym zaufaniem, bo Ty też jesteś dla nich całym ich światem.

Nie ma drugiej takiej więzi jaką ma matka z dzieckiem, nie ma drugiej takiej miłości.

 

Macierzyństwo jest cudownym darem, ale jest też ogromnym wysiłkiem i poświęceniem i tylko my mamy wiemy, jak wiele nas ono kosztuje każdego dnia. Ale nigdy, przenigdy się nie poddajemy, nawet gdy wykończenie fizyczne, brak snu i znużenie rutyną dnia codziennego jest silniejsze od nas, my dalej idziemy do przodu, zbieramy kolejne zrzucone na podłogę warzywa, znowu tłumaczymy dlaczego nie bijemy młodszego rodzeństwa, wyskubujemy plastelinę z nowego, wełnianego koca i płyniemy dalej.

 

Dzień za dniem, tydzień za tygodniem, płyniemy raz z prądem a nie raz pod prąd, pchane najsilniejszym z wiatrów, bezgraniczną i bezwarunkową miłością matki do dziecka.

Udostępnij na Facebooku
Podziel się na Twitterze
Please reload

Dlaczego Uluru nie jest dla każdego?

24/09/2019

Glow Worm Tunnel czyli niecodzienna przygoda 180km od Sydney

27/04/2019

Baśniowo, czyli The Grounds Of Alexandria

15/03/2019

1/10
Please reload

Może ci się spodobać również: