Copyright Wszelkie prawa zastrzeżone. Żaneta Branch

DZIEŃ MOICH URODZIN /uwaga - długie i od serca

20/01/2017

Obudził mnie solidny kopniak w czoło. To Charlie, która już na dobre wprowadziła się do naszego łóżka. Czuje się tu już całkiem jak u siebie. Budzi się średnio co dwie godziny, siada na mojej poduszce, prostuje ramię i wydobywając z siebie zdecydowanie za głośne na środek nocy "yyyyyy" wskazuje palcem na butelkę wody. Pije tak, jakby szła 4 dni przez pustynię, po czym pada na poduszkę i śpi dalej. I tak co dwie godziny.

 

Otwieram oko. Sięgam po telefon i czytam piękne życzenia urodzinowe od mojej wspaniałej mamy. W Polsce jest jeszcze wczoraj, ale mama wysłała wiadomość jeszcze przed pójściem spać. Jak dobrze mieć taką mamę.

 

Mąż podaje mi kawę w moim ulubionym kubku i mimo, że idzie dziś do pracy mówi do mnie "Enjoy your coffee and be ready to leave by 9.". Kroi się niespodzianka, myślę i po chwili do domu wchodzi Gosia z Alicją. Nie wchodzi, wlatuje, bo Gosia to nie człowiek, to Anioł. Nigdy nie poznałam nikogo takiego, jak Gosia, mam wielkie szczęście, że nasze drogi się spotkały.

Mąż wyciąga mnie więc z domu a Gosia zostaje u nas ze swoją Alicją i z moimi dziewczynkami. Już po dwóch krokach ogarnia mnie atak paniki przemieszany z wyrzutami sumienia jak mogłam zostawić moje dzieci w domu, ale po chwili dostaje od Gosi zdjęcia z uśmiechniętymi buźkami wiec wrzucam na luz. Idziemy na śniadanie z mężem. Niby nic, ale zdajemy sobie sprawę z tego, że na śniadaniu tylko we dwoje byliśmy ostatnio kilka lat temu. Piję kawusię, dzwoni telefon. To mój brat dzwoni z Polski z życzeniami, łezka kręci się w oku, bo życzenia od niego zawsze są wyjątkowe. Paweł to nie tylko mój brat ale też mój wzór i moje wsparcie. To ktoś, kogo nie da opisać się słowami. Ta rozmowa cieszy moje serce.

 

Jemy śniadanko. Jest bosko. Nikt nie kłuje mnie widelcem w łydkę. Nikt nie wyciska na mnie ketchupu. Mam na talerzu pełny posiłek, który jest cały dla mnie. Nikt nie je z mojego talerza, mogę siedzieć na krześle dopóki skończę jeść. Nie mam masła we włosach. To inni zawsze tak jedzą?? Kończymy kawusię i pędzimy, bo Lionel musi jechać do pracy.

 

Po drodze do domu zatrzymujemy się w malutkiej włoskiej ciastkarni. Kocham to miejsce, jest tak old schoolowe, że można tam płacić jedynie gotówką, a ciasteczka mają tak świeże, że przy pierwszym gryzie kruszą się na tysiąc małych kawałków. Skrupulatnie wybieramy 10 najsmakowitszych ciasteczek i wracamy do domu. Gosia przeżyła, choć mówi, że był moment kryzysowy. "3 under 3" to nie żarty. Nagle wchodzi Karolina z Izą, szybkie buzi, wręcza mi kartkę z adresem i mówi "Tu masz adres, leć już szybko, żeby się nie spóźnić!". Pędzę. Leje jak z cebra ale deszcz mi nie straszny. Szukam numeru 143 i uśmiecham się rozmarzona, gdy dostrzegam szyld z napisem "Thai massage". Cudownie było oddać się błogiej relaksacji i nie robić zupełnie nic. To dla mnie wyjątkowo obce. Doszło do tego, że odkąd jestem matką, czuję się winna, gdy robię tylko jedną rzecz na raz. Gdy robię dwie - to normalne, gdy trzy - trochę nadganiam. Tajski masaż był genialny, zwłaszcza masaż gorącymi kamieniami, którego doświadczyłam po raz pierwszy. Wychodzę odprężona i wdzięczna.

 

Wchodzę do domu a tam wszystkie dziewczyny tańczą i śpiewają mi razem "Sto lat". Serce mi topnieje, chcę zapamiętać tę chwilę! Łapię za telefon i nagrywam choć końcówkę. To jedna z "tych" chwil. Karola wie, czego matka potrzebuje i wręcza mi butelkę Cab Sav. Dostaję również piękną torebkę w kolorze, który sama bym wybrała i przepiękny album z naszymi rodzinnymi zdjęciami.
To jest właśnie Karolina. Karolina nie kupuje po prostu butelki wina na urodziny, ona tę butelkę obkleja Twoimi zdjęciami, żeby nie było zwyczajnie. Bo Karolina sama zwyczajna nie jest. Jest nadzwyczajna.

Dziewczyny wychodzą. Moment później dzwonek do drzwi, "Flowers for Żaneta!". Piękne, fioletowe i pachną nieziemsko. Patrzę na bilecik a tam napisane "Żaneta Mucha". Już wiem, ze kwiaty są od Pawła. Tylko on wciąż po 4 latach od mojego ślubu używa mojego nazwiska panieńskiego.

Dziewczynki idą na drzemkę, a ja mam chwilę żeby "pozbierać myśli". Co myślę?

 

Rozmyślam o tym, jak dobrze jest mieć urodziny. I to nie o prezenty i uwagę chodzi. Dla mnie chodzi o dwie sprawy.

 

Chodzi o to, żeby w ten jeden dzień w roku zatrzymać się i pomyśleć "kurczę ja też jestem ważna", nie tylko moje dzieci są ważne i te wszystkie sprawy, ale ja jako osoba, jako człowiek. Mąż pocałował mnie dziś i powiedział "your birthday is important because when you were born you made the world better". Trochę na wyrost, wiem! Ale coś w tym jest. Każdy z nas jest tak wyjątkowy, tak inny i tak piękny w swojej inności. Każdy z nas potrzebuje tego jednego dnia w roku, gdy wszyscy w koło znajdują tę jedną chwilę w swoim zajętym życiu, żeby zadzwonić i powiedzieć "hej, jesteś mega! Wszystkiego najlepszego!".

Chodzi też o to, żeby docenić wszystkich ludzi w naszym życiu. Żeby docenić to, że są. To, że dzisiaj spóźnili się do pracy i pozmieniali swój harmonogram dnia po to, żeby być z Tobą. Dla Ciebie.

Dzisiejszy dzień to nie sama radość. To też wielki smutek, bo to już moje drugie urodziny bez mojego Taty, który odszedł dużo za wcześnie. Czego bym nie dała, żeby zadzwonił dziś do mnie..

To również moje dziesiąte urodziny, których nie spędzam w Polsce z najbliższą rodziną. Dziesiąte...

Ale to również drugie urodziny z moją słodką Charlie, trzecie z Madie i dziewiąte z Lionelem.

Dzisiaj kończę 33 lata.

 

Tylu pięknych ludzi. Tyle pięknych słów. Tyle pięknych życzeń, uścisków, gestów, spojrzeń i myśli. Kłaniam się dziś wszystkim w pas i rozdmuchuję całe to dobro z powrotem w świat.

 

 

 

 

 

Udostępnij na Facebooku
Podziel się na Twitterze
Please reload

Dlaczego Uluru nie jest dla każdego?

24/09/2019

Glow Worm Tunnel czyli niecodzienna przygoda 180km od Sydney

27/04/2019

Baśniowo, czyli The Grounds Of Alexandria

15/03/2019

1/10
Please reload

Może ci się spodobać również: