Copyright Wszelkie prawa zastrzeżone. Żaneta Branch

Avo Love

16/02/2017

Mój dom, mimo że w Sydney, jest całkiem polski. Zawsze gra tu polska muzyka, z półek spadają polskie książki, a w lodówce siedzi śledzik. Polskiej wódki mam więcej niż monopolowy, bo każdy mi ją przywozi z Polski, a ja wódki nie piję. Dziewczynki dzięki swojej babci chodzą wyłącznie w polskich butach, a ja rozpływam się zajadając śliwki w czekoladzie do popołudniowej kawy.

 

Lubię tę moją polską oazę i chcę, żeby moje dziewczyny dorastały w polskiej atmosferze. Ale że mąż jest Aussie, jest u nas też trochę australijsko. Mamy więc w kuchni vegemite, którym straszę dzieci, gdy nie chcą jeść owsianki, a koło wódki stoi rum z Bundaburg. Tańczymy codziennie z The Wiggles i czytamy bajki o kangurzych przygodach. Przede wszystkim jednak zawsze jest w domu awokado.

 

To moja największa australijska miłość. Aussie mają bzika na punkcie "avo" do tego stopnia, że bez mrugnięcia okiem płacą $18 za "avo stack", czyli awokado na toście. Ja też jestem winna, kocham avo pasjami. Gdy w czasie drugiej ciąży miałam cukrzycę, robiłam regularnie mus czekoladowy właśnie z mieszanki awokado z kakao - pycha i zero cukru. Avo nadaje się do wszystkiego, na śniadanie, lunch i kolacje, na tosta, do sałatki i deseru. Są przecież nawet lody o smaku awokado.

 

Gdy moje maluchy zaczynały jeść w szóstym miesiącu życia to właśnie awokado było ich pierwszym smaczkiem. Dziś moja Madie kroi avo na pół i zjada całe na raz łyżeczką. Kilka lat temu awokado zrobiło się tak popularne, że zaczęło go brakować. Od tamtej pory niestety trzeba płacić nawet $3,50 za sztukę. U mnie i tak niczego to nie zmienia, Madie tak czy siak ładuje je do koszyka w sklepie garściami.

 

Udostępnij na Facebooku
Podziel się na Twitterze
Please reload

Dlaczego Uluru nie jest dla każdego?

24/09/2019

Glow Worm Tunnel czyli niecodzienna przygoda 180km od Sydney

27/04/2019

Baśniowo, czyli The Grounds Of Alexandria

15/03/2019

1/10
Please reload

Może ci się spodobać również: