Copyright Wszelkie prawa zastrzeżone. Żaneta Branch

Matka nie wygra

24/02/2017

Poranki w naszym domu są dosyć intensywne. Zazwyczaj mam godzinę, żeby matczyną magią zamienić trzy śpiące, rozczochrane i naburmuszone księżniczki w trzy gotowe do zabawy i nauki, przyzwoicie wyglądające osoby.

 

Dziś, podczas gdy dziewczynki jadły owsiankę (to znaczy gdy Madie przekładała swoją owsiankę do miseczki Charlie, a Charlie wcierała swoją owsiankę we włosy), ja wzięłam prysznic, wypiłam kawę i spakowałam na cały dzień 3 plecaki. Później Madie przykleja mi wielką naklejkę świnki Peppy na ramię, podczas gdy ja próbuję uczesać jej włosy. Używam jeszcze kilku sztuczek żeby dziewczynki zgodziły się umyć zęby i włożyć sandałki a nie kalosze, które im wydają się idealnym wyborem w ten trzydziestostopniowy dzień. Alleluja, wychodzimy z domu!

 

Madie usiadła w swoim foteliku w samochodzie, zapięłam jej pasy, posadziłam Charlie w jej foteliku, zapięłam jej pasy i pośpiesznie zamknęłam drzwi, kiedy zobaczyłam moją bransoletkę urwaną i zatrzaśniętą drzwiami samochodu. Trochę się zasmuciłam, była to bowiem pamiątkowa bransoletka, którą dostałam na pożegnanie, gdy odchodziłam z polskiej szkoły w Brisbane. Wsiadłam do samochodu, a Madie powiedziała, żebym się nie martwiła. "Miło"-pomyślałam. Po czym dodała "kupimy nową".

 

Pomyślałam wtedy jakie wszystko jest dziś proste, coś się zepsuje i od razu, bez wahania zastępuje się to nowym egzemplarzem. Telefon się zepsuł? Na śmietnik i do sklepu po nowy. Dziura w swetrze? Do wyrzucenia i do galerii handlowej. Tak samo z relacjami między ludźmi. Po co się męczyć, żeby dojść do porozumienia z przyjaciółką, jeśli można sobie znaleźć nową? Po co starać się znaleźć kompromis z mężem, skoro można go zastąpić innym?

 

Kiedyś było inaczej. Dziury się łatało a o udane małżeństwo walczyło się przez całe życie. Pomyślałam sobie, że dziś jest pod tym względem za łatwo i że jeżeli świat nie daje nam wyzwań to musimy sobie je stawiać sami.

 

Odwróciłam się więc do Madie i powiedziałam jej, że nie kupimy nowej bransoletki, tylko naprawimy zepsutą, ponieważ rzeczy trzeba szanować, tak samo jak ludzi i cała sztuka w tym, że jak coś się zepsuje, to trzeba to naprawić, a nie wyrzucić.

 

Odpaliłam samochód, ruszyłyśmy w drogę, a ja poczułam się fajnie, że dałam Madie dobrą lekcję życia. Uśmiechnęłam się do siebie i puściłam Madie oczko do lusterka.

 

Tego samego dnia, gdy dziewczynki poszły już spać, poszłam na bikram yogę. Weszłam do środka, zdjęłam sandały i czekam gotowa na rozpoczęcie klasy. W lustrze na przeciwko widzę swoje odbicie a w nim naklejkę świnki Peppy - o której na śmierć zapomniałam - na ramieniu, a w ręku trzymam Charlie butelkę z Myszką Miki, którą złapałam w biegu, gdy po ciemku wymykałam się z domu i myślałam, że to moja.

 

I w tej chwili to solidne poranne poczucie bycia odpowiedzialną, mądrą, przykładną dorosłą osobą runęło w gruzach. Z hukiem wielkim.

 

 

 

Udostępnij na Facebooku
Podziel się na Twitterze
Please reload

Dlaczego Uluru nie jest dla każdego?

24/09/2019

Glow Worm Tunnel czyli niecodzienna przygoda 180km od Sydney

27/04/2019

Baśniowo, czyli The Grounds Of Alexandria

15/03/2019

1/10
Please reload

Może ci się spodobać również: