Copyright Wszelkie prawa zastrzeżone. Żaneta Branch

Zwalniamy

15/03/2017

Na naszych półkach nie zbiera się kurz, bo jest w domu zbyt dużo euforii i pozytywnej energii. Zdrowe, piękne jak z okładki obiadki gotuje się na pełnym luzie z ręką w kieszeni, podczas gdy dzieci same zajmują się sobą. Najczęściej grzecznie siadają i czytają sobie książeczki albo odkładają zabawki na miejsce. Nigdy nie jęczą, że na przykład natychmiast musimy rzucić wszystko i biec do sklepu, żeby kupić jogurt, bo ten w lodówce jest truskawkowy a one chcą malinowy.

 

Ależ cudownie jest być matką dwójki małych dzieci! Cały czas się bawimy, przytulamy i śmiejemy. Stroimy się w piękne ubrania, robimy efektowne fotki na instagrama, cały dzień huśtamy się na huśtawkach i jemy bezglutenowe babeczki. Rozsmarowany po podłodze sos pomidorowy z obiadu znika sam. Za pomocą czarodziejskiej różdżki znikają nieprzewidywalne, histeryczne, wyprowadzające z równowagi humorki trzylatki. Wcale nie gromadzi się całego kosza prania w jeden dzień. Wcale nie brudzi się wszystkich dostępnych naczyń aż do ostatniego zapasowego plastikowego widelca. Małe dzieci prawie nigdy nie płaczą, a zmiana szóstej pieluszki z kupą tego samego dnia na prawdę jest czystą przyjemnością.

Takiej idealnej matki jak ja, nigdy nie ogarnia też ściskająca za gardło panika, że jej życie już nigdy nie będzie normalne, zbalansowane czy łatwe. Taka idealna matka bardzo lubi zapie*dol bez trzymanki.

 

No ok, to wszystko g. prawda.

 

Sama tak to sobie kiedyś wyobrażałam, ale życie bardzo szybko zweryfikowało moje wyobrażenia. Życie matki okazuje się bardzo ciężką pracą, odważnie ośmielam się twierdzić, że pracą najcięższą, bo nawet grosza za nią nie dostaniesz. Wiem wiem, satysfakcja i uśmiech dziecka jest największa nagrodą. Pewnie, ale póki co trzeba przeżyć do soboty.

 

My matki bezustannie żonglujemy ogrom nie tylko codziennych obowiązków, ale też nieustannej, wiercącej dziury w brzuchu odpowiedzialności. Myślenie matki nigdy się nie wyłącza. Sekundę po otworzeniu oczu rano już skanuje w myślach cały dzień ze wszystkimi drobnymi wydarzeniami i obowiązkami. Przez cały dzień biegniemy od jednej rzeczy do drugiej, bez jednej wolnej sekundy na jakąkolwiek refleksję, o odpoczynku nie wspomnę. Gdy już padamy w środku nocy na łóżko, gdy piekarnik już wystygł, łazienka odparowała po wieczornej kąpieli i dzieci odpłyneły w słodkim śnie, kładziemy głowy na poduszki i już planujemy kolejny poranek, kolejne wyzwania. Jeszcze kilka pytań do samej siebie: czy przyniosłam pranie z dworu? Czy przykryłam Charlie? Czy Madie w końcu umyła zęby bo kolejnej dwudziestominutowej prelekcji na temat higieny jamy ustnej? Nie wiem, nie pamiętam, odpływam.

 

Najtrudniejszą jednak kwestią w życiu matki jest dla mnie sprawa, o której nie koniecznie często się mówi, ale która jest w istocie kluczowa. Poczucie winy matki, bo o nim tutaj mowa, to najbardziej powszechna i jednocześnie najbardziej toksyczna emocja, która na dobre w nas zamieszkuje od tego pierwszego momentu, gdy przytulamy nasze trzykilogramowe szczęście. To poczucie jest z nami od wtedy już każdego dnia i atakuje nas bestialsko w najbardziej nieoczekiwanych momentach.

 

Wiem, że byłam zmęczona, bo pół nocy lulałam ząbkującą Charlie i dlatego następnego dnia nie wzięłam dziewczynek na spacer przez cały dzień, ale poczucie winy nie odpuszcza. Wiem, że przez 6 dni gotowałam mega zdrowe obiadki, a tego siódmego miałam migrenę i tylko dlatego zamówiłam tę niezdrową okropną pizzę, ale poczucie winy nie odpuszcza. Wiem, że nie wyszłam z domu po zmroku już 6 miesięcy i dzisiaj są moje urodziny i zasługuje na kolacje z mężem bez dzieci, ale poczucie winy nie odpuszcza. Tak jak sama matka, tak i matczyne poczucie winy nigdy nie śpią. Myślę, że jest ono tak silne ponieważ mamy dziś tak mało czasu, a tak dużo spraw i obowiązków. Nie pozwalamy sobie na odpoczynek, no bo niby kiedy? Ale czy tak powinno być?

Oglądałam ostatnio wywiad ze znakomitą poetką Julią Hartwig, która powiedziała, że "samotność jest największą krzywdą i największym darem", dlatego że jedynie będąc sam na sam ze sobą możemy oddać się niepośpiesznej refleksji i pozbierać swoje myśli, a jest to kluczową sprawą w życiu każdego człowieka na każdym etapie życia.

 

Najgorsze w dzisiejszym świecie jest to, że bycie busy postrzegane jest jako coś pozytywnego. Mało tego, bycie busy jest niejako gloryfikowane, wszyscy muszą być dziś busy, nawet pięciolatki biegające z językiem na brodzie ze szkoły na karate, z karate na basen, a z basenu jeszcze w mokrych gaciach na japoński. Bycie busy jest normą, ale czy powinno być?

 

Człapiąc przez życie, wchodzimy w coraz to nowe role, a to w rolę matki, a to żony czy córki, a to pracownika czy wolontariusza, i często się w nich zatracamy bez końca. Matki gonią dzieci bez wytchnienia, mężowie robią nadgodziny w pracy, wszyscy pędzą. A trzeba się jednak od czasu do czasu zatrzymać. No ale jak to zrobić, skoro trzeba być busy? Dziś to, co ja nazywam "zatrzymaniem się", bywa osądzane (bo ocenianie innych wydaje się ulubionym zajęciem wielu) jako nic nierobienie czyli lenistwo, no a leniem nikt być nie chce.

 

Ostatnio pędziłam bez przerwy, czas skurczył mi się potwornie, wszystko robiłam na pół gwizdka. Dziś postanowiłam się wiec zatrzymać. Dziś jest czas dla mnie, bo ja też jestem ważna. Matczyne poczucie winy węszy w koło i chce atakować, wysysać krew, ale moje postanowienie i mocna wiara w to, że mi również należy się odpoczynek i chwila ciszy na refleksję, o czymkolwiek by ona nie była, wygrywa. Postanowiłam być silniejsza od poczucia winy i postanowiłam walczyć o balans. 99% mojego życia, mojego czasu i energii jest podporządkowana dzieciom i życiu rodzinnemu więc ten jeden krótki moment raz na jakiś czas nikomu nie wyrządzi krzywdy.

 

Ja tez jestem ważna. Ty też jesteś ważna.

 

Nie istotne jest czy gonisz za dziećmi, czy gonisz za pracą, bo trzeba spłacać kredyt, czy gonisz za fascynującym życiem kipiącym przygodą, bo już trzydziestka na karku i zaraz trzeba się ustabilizować - ty też jesteś ważna.

 

Usiądź, odetchnij, wszystko inne może poczekać. Oddaj się błogiej, niczym nie zakłóconej, długiej refleksji. Zrób to dla siebie, a przypomnisz sobie, jak ważną częścią życia jest cisza, spokój i stałość.

 

Dziś chyba pierwszy raz od dobrych kilku miesięcy założyłam nogę na nogę i nie podniosłam jednego palca, nie spojrzałam ani razu na komputer czy telefon, wyłączyłam się, wyciszyłam się i dowiedziałam się więcej w godzinę niż przez ostatnie 4 "busy" tygodnie. Uważajmy na te modne słowa klucze. Bycie busy jest przereklamowane.


Zwalniamy tempo.

 

 

 

 

Udostępnij na Facebooku
Podziel się na Twitterze
Please reload

Dlaczego Uluru nie jest dla każdego?

24/09/2019

Glow Worm Tunnel czyli niecodzienna przygoda 180km od Sydney

27/04/2019

Baśniowo, czyli The Grounds Of Alexandria

15/03/2019

1/10
Please reload

Może ci się spodobać również: