Copyright Wszelkie prawa zastrzeżone. Żaneta Branch

Jak przetrwać długi lot samolotem z dziećmi? Recenzja Plane Pal.

05/06/2017

 

 

Kompletna degrengolada. Chaos nie do okiełznania. Totalne wykończenie. Armagedon.

Tak właśnie wyobrażałam sobie samotną ponad dwudziestoczterogodzinną podróż samolotem z dwójką małych dzieci.

No i nie ukrywam, że tak właśnie było.

 

Moja mała Charlie przez tydzień przed wylotem przechodziła chorobę zakaźną. Na domiar złego w tym samym czasie wyżynają się bidulce 3 ząbki. Nie był to więc dla mojego malucha najlepszy okres na podróż na drugi koniec świata. Charlie nie pospała, nie pospała więc i mama.

 

Mogło być jednak gorzej. Mogło być zdecydowanie gorzej gdyby nie spała również moja trzylatka. Tymczasem Madie wpadła do samolotu, trochę pobrykała, zapoznała się z najbliższymi sąsiadami, przybiła kilka piątek, włożyła sobie seledynowe samolotowe skarpety-worki bez kształtu i grzecznie poszła spać na solidne 9 godzin.

 

Do samolotu wzięłam ze sobą pewien wynalazek, który miał w tym mega osiągnięciu nie mały udział. Plane Pal czyli dmuchane poduchy, które samemu dmucha się załączoną pompką i wypełnia się nimi lukę pomiędzy siedzeniem własnym a tym przed nami, tworząc w ten sposób całkiem płaskie i wygodne spanie. Pierwszy raz usłyszałam o tym wynalazku miesiąc temu. Lepiej jednak późno niż wcale, bo dzięki niemu wykończyło mnie tylko jedno nie śpiące dziecko, a nie dwoje.

 

Dzięki Plane Pal Madie mogła się w pełni wyprostować w pozycji leżącej i całkiem wygodnie wyspać. Ponieważ Charlie nie ma jeszcze dwóch lat, ale jest już za duża i nie zmieściłaby się do doczepianego do sciany łóżeczka, była skazana na spanie na mamie. Na szczęście miałam ze sobą drugą poduchę Plane Pal, dzięki czemu sama mogłam wyciągnąć na niej nogi, na kolana położyć dużą poduszkę, którą wzięłam z domu i Charlie leżała sobie płasko na tej poduszce i przespała dzięki temu parę godzin.

 

Szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie przetrwania tej podróży bez Plane Pal. Nie wyobrażam sobie, żeby Madie spała tak długo w pozycji półsiedzącej, a Charlie u mnie na rękach.

 

Dźwiganie bagaży dla 3 osób, wielokrotne przechodzenie przez bramki kontrolne, opieka nad dziećmi na bardzo ograniczonej przestrzeni są wystarczająco męczące. Gdybym do tego wszystkiego dodała Madie, która płacze, bo nie może swobodnie wyprostować nóg i która budzi się co chwile z bolącą szyją, byłoby zdecydowanie gorzej.

 

Plane Pal zrobił w samolocie furorę i wszyscy chcieli wiedzieć skąd to cudo wzięłam. Myślę, że w przyszłości taki gadżet stanie się częścią standardowego wyposażenia każdego samolotu, tymczasem polecam zajrzeć na www.planepal.com.au i skreślić brak wygody z listy utrudnień kolejnego lotu samolotem z dzieckiem.

 

Tak jak w przypadku każdego innego gadżetu, polecam sprawdzenie z konkretnymi liniami lotniczymi, czy dozwolone jest użycie Plane Pal na pokładzie samolotu.

 

 

 

Udostępnij na Facebooku
Podziel się na Twitterze
Please reload

Dlaczego Uluru nie jest dla każdego?

24/09/2019

Glow Worm Tunnel czyli niecodzienna przygoda 180km od Sydney

27/04/2019

Baśniowo, czyli The Grounds Of Alexandria

15/03/2019

1/10
Please reload

Może ci się spodobać również: