Copyright Wszelkie prawa zastrzeżone. Żaneta Branch

Wielkanoc po australijsku

16/06/2017

Zastawialiście się kiedyś jak obchodzone są Święta Wielkanocne w Australii? A no trochę inaczej niż w Polsce. Wielkanoc na antypodach to przede wszystkim czas odpoczynku i dobrej zabawy z rodziną i przyjaciółmi.

 

Korzystając z czterech dni wolnych od pracy, Australijczycy uwielbiają na czas świąt wyjechać za miasto, najchętniej na kemping. Jeśli natomiast zostają w mieście często chodzą na Easter Show, czyli ogólnie rzecz biorąc, mega komercyjne imprezy z wesołym miasteczkiem, watą cukrową i innymi cudami wiankami, na których w kilka godzin wydaje się małą fortunę.

 

Na samą myśl o tych świętach wszystkim dzieciom w Australii świecą się oczka i dostają ślinotoku, bo słodyczy się tu nie szczędzi. Aussie objadają się hot cross buns czyli słodkimi bułeczkami z rodzynkami, jak również czekoladowymi jajkami i zającami.

 

Pisanki tak jak w Polsce cieszą się tu sporą popularnością, natomiast nie często robi się palemki, ponieważ w niedzielę do kościoła nosi się tu często po prostu świeże liście palmy. Zostają one następnie spalane, a popiół z nich uzyskany używany jest podczas uroczystości Środy Popielcowej.

 

W sobotę w nocy świąteczny zajączek zostawia w domach i ogrodach czekoladowe jajeczka, których dzieci szukają w niedzielę rano podczas uwielbianego przez wszystkich Easter Egg Hunt. Przez cały weekend świąteczny prawie każdy, począwszy od pani ekspedientki w lokalnym supermarkecie, a skończywszy na pielegniarkach i policjantach nosi na głowie przyczepiane uszy zająca. Aussie uwielbiają się bowiem przebierać i nie marnują żadnej ku temu okazji.

 

Tak jak zresztą wszystkie inne święta w Australii tak i Wielkanoc obchodzona jest na totalnym luzie. Nikt się tu nie stroi w falbanki i muszki, nikt nie poleruje butów i nie prasuje obrusów. Ponieważ niemal przez cały rok mamy tu ciepło, większość imprez obchodzi się na świeżym powietrzu. Dlatego też Aussie nie przywiązują zbyt wielkiej uwagi do idealnych, pięknych wnętrz, bo najczęściej się z tych wnętrz ucieka na plażę czy choćby do lokalnego parku. Nikt się też specjalnie nie stroi, bo nie siedzi się tu na ogół przy cudnie udekorowanych stołach, a raczej gania się za dziećmi w ogrodzie lub smaży się kiełbaski na grillu.

Na próżno więc szukać pięknie udekorowanych półmisków z wędlinami, faszerowanymi jajami z majonezem i szczypiorkiem, uroczystego klimatu, świeżych żonkili i zapalonych świeczek na świątecznych stołach (no oczywiście poza kilkoma polskimi domami tu i tam). Mamy za to pełen luzik, radość ze spędzanego wspólnie czasu i przede wszystkim dużo czekolady!

 

Tak czy siak, elegancko czy w japonkach, przy stole czy nad grillem, nad żurkiem czy nad szklaneczką Sav Blanc, wszystkim Wam życzę dużo magii!

Udostępnij na Facebooku
Podziel się na Twitterze
Please reload

Dlaczego Uluru nie jest dla każdego?

24/09/2019

Glow Worm Tunnel czyli niecodzienna przygoda 180km od Sydney

27/04/2019

Baśniowo, czyli The Grounds Of Alexandria

15/03/2019

1/10
Please reload

Może ci się spodobać również: