Copyright Wszelkie prawa zastrzeżone. Żaneta Branch

Co kraj to obyczaj

25/06/2017

 

Zdzwaniamy się z mężem na skajpie, opowiadam mu o naszych polskich przygodach. Mówię, że dziewczynki dostały bzika na punkcie wiewiórek, że Madie osłupiała, gdy zobaczyła jak mały jest wróbel, że boimy się kleszczy.

 

Tymczasem on wysyła mi zdjęcie z porannego spaceru nad oceanem. Słońce cudnie grzało, już miał wejść do wody, żeby chociaż zmoczyć stopy, kiedy zobaczył ostrzeżenie przed płaszczkami.

 

Aktualnie jest ich w rejonach Sydney całkiem sporo. Znak instruuje, aby po wejściu do wody potupać w miejscu nogami, żeby potencjalnie ukrywające się pod warstwą piasku płaszczki wystraszyć. Lubią się bowiem zakopać i są wówczas zupełnie niewidoczne, nawet na bardzo płytkiej wodzie na brzegu. Nie są one specjalnie groźne. Wprawdzie ich długie ogony zakończone są kolcem jadowym, ale atakują jedynie we własnej obronie, często właśnie po nieumyślnym ich nadepnięciu.

 

 

Płaszczki wzbudzają jednak spory niepokój zwłaszcza od czasu ogromnej dla wszystkich Australijczyków tragedii, gdy znany i uwielbiany przyrodnik i prezenter telewizyjny Steve Irwin umarł po przebiciu klatki piersiowej i serca kolcem płaszczki ogończy.

 

Australia jest zawsze pełna turystów, odwiedza ją rocznie 7-8 milionów ludzi z całego świata. Dlatego też w miejscach potencjalnego zagrożenia, gdzie występują niebezpieczne zwierzęta, zazwyczaj znajdziemy również informację o tym, co należy zrobić, jeśli faktycznie zdarzy się coś niepożądanego.

 

Tak również wygląda sprawa z meduzami. Najbardziej niebezpieczna to niewielka meduza "box jellyfish", której oparzenie bywa śmiertelne. Na australijskich plażach bardzo często można więc zobaczyć znaki z informacją o występujących meduzach i doczepioną do nich butelką z octem. Ocet bowiem jak się okazuje jest najlepszym lekarstwem na oparzenia meduz.

 

Co dla nas egzotyczne, w Australii jest codziennością. Podczas gdy dzieci w Polsce uczą się balansu jeżdżąc na łyżwach, australijskie dzieciaki od szóstego miesiąca życia zaczynają regularne lekcje pływania. Ja nauczyłam się pływać jak miałam 8 lat, w Australii dwulatki potrafią już nurkować. Gdy natomiast mój mąż Aussie w wieku 28 lat po raz pierwszy przyleciał do Polski w zimie, podczas wyprawy w góry nie miał pojęcia o zakładaniu łańcuchów na opony czy o technice chodzenia po ośnieżonych górach.

 

Nic w tym nadzwyczajnego, edukujemy się bazując na bezpośrednio otaczającym nas środowisku. "Co kraj to obyczaj", jak to się mówi.

 

Siedzimy wczoraj nad rzeką w Zamościu. Przypływają kaczki. Mój brat cioteczny mówi do Madie, że żałuje, że nie przynieśliśmy chlebka, bo byśmy te kaczki nakarmili. Na co moja rezolutna trzylatka poucza go, że kaczek się absolutnie nie karmi, bo może je potem boleć brzuszek. Już od trzech tygodni patrzy na tych wszystkich ludzi karmiących dzikie zwierzęta w różnych miejscach Polski i wciąż mnie pyta dlaczego oni chcą żeby zwierzątka bolały brzuszki..

 

Lubię patrzeć jak moje dzieciaki chłoną tyle świata na raz. Moja trzylatka zadziwia mnie bystrością swoich spostrzeżeń, zauważa różnice nie tylko bardzo banalne, ale też te mniej widoczne, społeczne i kulturowe. Chłonie dwie odmienne kultury na raz i jaram się na samą myśl o tym, jak bardzo ją to wzbogaci. Mała Charlie trzy tygodnie temu mówiła wyłącznie po angielsku, dziś buduje trzywyrazowe zdania po polsku.

 

Ostatnio zastanawiałam się nad zależnością wolnego czasu i naszą produktywnością i po raz kolejny doszłam do wniosku, że im mniej mamy czasu, tym bardziej jesteśmy wydajni. I tak to jest też w tej sytuacji z dzieciakami wychowywanymi w dwóch kulturach. Mam wrażenie, że im więcej informacji i stymulacji dostają, tym szybciej się rozwijają.

 

Aktualnie odkrywam Polskę podwójnie. Okiem emigrantki widzę jak dużo się w Polsce przez ostatnie 9 lat zmieniło. I oczami moich "polstralian" dzieci, które łapczywie odkrywają swoją drugą ojczyznę. Jedziemy wczoraj do Zamościa, Madie spogląda przez okno samochodu na rozpieszczające oko lubelskie krajobrazy i mówi ze świadomą satysfakcją do swojej babci "Bardzo pięknie. Wszystko tu jest bardzo piękne babi."

 

 

 

Udostępnij na Facebooku
Podziel się na Twitterze
Please reload

Dlaczego Uluru nie jest dla każdego?

24/09/2019

Glow Worm Tunnel czyli niecodzienna przygoda 180km od Sydney

27/04/2019

Baśniowo, czyli The Grounds Of Alexandria

15/03/2019

1/10
Please reload

Może ci się spodobać również: