Copyright Wszelkie prawa zastrzeżone. Żaneta Branch

Gdzie jest mój dom?

17/07/2017

Mija szósty tydzień poza domem. Ganiałyśmy już wiewiórki po warszawskich Łazienkach Królewskich, oblizując słone od oscypków usta podziwiałyśmy bieszczadzkie zachody słońca.

 

Zjadłyśmy już tonę pierogów z każdym nadzieniem pod słońcem, gotowane i wysmażone na brąz, z cebulką, z masełkiem i ze skwarkami. Wypiłyśmy hektolitry czerwonego barszczu i pomidorówki. Dzieci rosną, babcia się cieszy, a matka tyje. Spędzamy czas rodzinnie, z najlepszą babcią z babć. Głaskanie kangurów zmieniło się chwilowo w dojenie krów i karmienie królików. Madie odkryła również miłość do jazdy konnej, wianków z polnych kwiatów i kefiru.

 

Dziewczynki zapomniały już jak się mówi po angielsku i z dnia na dzień opanowały zadziwiająco piękną polszczyznę. Mąż Aussie odbywa więc aktualnie intensywny zaawansowany i do tego darmowy kurs języka polskiego na skajpie. Ma już całkiem bogate słownictwo nieuchronnie oscylujące w okół słów-kluczy: lody, gofry i lizaki, babcia bowiem bardzo ambitnie wypełnia wymagającą rolę babci. Z dzieci, które nie wiedziały co to jest cukierek w mgnieniu oka zamieniły się w małe specjalistki od wszystkiego, co słodkie i co pozostawia małe rączki lepkie, a buzie szczęśliwe. Przypuszczam, że bez problemu mogłyby zostać ambasadorkami firmy Wedel czy Goplana.

 

Jeździmy z miejsca na miejsce. Odwiedzamy te, od których głowa kipi mi wspomnieniami i poznajemy razem miejsca nowe, wspólnie odkrywamy magię Polski.

 

Wracamy wczoraj z jednej z wycieczek i Madie pyta dokąd teraz jedziemy. "Do domu babci" - odpowiadam, na co Madie mruży oczy i pyta niepewnie "A gdzie jest dom babci?". Była tam wielokrotnie i zna dom babci doskonale, ale zmieniając miejsce co chwile zwyczajnie zapomniała. Opisuję jej więc dom babci i po chwili widzę malujący się na jej twarzy spokój i wiem, że już pamięta. Widzę jednak, że zaczyna myśleć o czymś intensywnie, że coś znowu nie daje jej spokoju. Po chwili rozchyla żądne wiedzy usteczka i pyta:

 

"Mamo, a gdzie właściwie jest mój dom?"

 

Ciarki i mrówki przeszły mi po plecach jednocześnie, a w przestrzeni pomiędzy uszami zapanowała błoga pustka.

 

Cisza.

 

"No pięknie", myślę. Nie dość, że to pytanie chodzi za mną już od prawie 10 lat, to teraz jeszcze zadaje mi je moja trzylatka.

 

Cisza.

 

Nie jestem jeszcze gotowa na takie pytania! Daj mi jeszcze ze trzy lata dziecko żebym mogła sobie to wszystko sama najpierw poukładać w głowie - myślę - ale biorę głęboki oddech i mówię z absolutną pewnością swoich słów:

 

"Nasz dom jest wszędzie tam, gdzie jesteśmy my. Teraz jesteśmy w Polsce, u babci i tu jest teraz nasz dom. Jak wrócimy do Australii będzie na nas czekał twój tato i tam będzie wówczas nasz dom. Dom, moja kochana córeczko, jest tam gdzie jesteś Ty i Twoje serducho. My mamy wielkie szczęście bo mamy dwa domy."

 

Dobrze wyszło pomyślałam, Madie uśmiechnęła się z ulgą, a błysk w oku sygnalizuje mi, że chyba właśnie kalkuluje w myślach, że jak dwa domy to też dwa pokoje z zabawkami.

 

I w tej właśnie chwili infantylnie odpowiadając na pytanie dziecka, ściśnięta pomiędzy dwoma fotelikami dzieci w samochodzie, gdzieś na trasie Lublin - Chełm, w końcu sama zrozumiałam, że tak właśnie jest jak mi się przed chwilą powiedziało.

 

Jestem emigrantką, ale nigdy nie przestanę być Polką. Jestem Polką, ale jestem też bardzo dumną i szczęśliwą ze swoją nabytą drugą ojczyzną, Australijką. Mój dom jest w Polsce, gdy jestem w Polsce, bo okazuje się, że chociaż nie było mnie tu ponad dwa lata, witam się z kimś z wielkim wzruszeniem, ale po chwili rozmawiamy tak, jakbyśmy kończyli pogawędkę sprzed czterech dni. Spotykam kogoś po kilku latach, przez które wydarzyły się osobiste tragedie, jak też wielkie osiągnięcia, a my gadamy jak byśmy właśnie kończyli przerwaną na chwilę rozmowę. Dalej jesteśmy sobą, nadal jesteśmy u siebie. Mogłybyśmy znów wtopić się w bieg tego życia tutaj i świetnie się w nim odnaleźć. Mogłybyśmy, gdybyśmy nie wracały do naszego drugiego domu. Wrócimy natomiast niedługo do Sydney i z dnia na dzień płynnie i jak gdyby nigdy nic odnajdziemy się w naszym domu australijskim.

 

TO pytanie będzie jednak wracało. Zawsze będąc gdzieś, gdzieś indziej nas zwyczajnie nie będzie. Tydzień temu obchodziliśmy urodziny babci, bo ominęło nas ich już kilka. To było piękne. Ale dziś ominęły nas urodziny taty dziewczynek. To nie było fajne.

 

Mając dwa domy, zawsze za którymś się tęskni.

 

ALE!

 

Mając dwa domy, ma się dwa razy więcej miłości.

 

 

Udostępnij na Facebooku
Podziel się na Twitterze
Please reload

Dlaczego Uluru nie jest dla każdego?

24/09/2019

Glow Worm Tunnel czyli niecodzienna przygoda 180km od Sydney

27/04/2019

Baśniowo, czyli The Grounds Of Alexandria

15/03/2019

1/10
Please reload

Może ci się spodobać również: