Copyright Wszelkie prawa zastrzeżone. Żaneta Branch

Zhańbiłam polską tradycję

05/02/2018

 

Pasjami kocham gotować. Rozkoszuję się całym kulinarnym światem, począwszy od przeglądania stron magazynów kulinarnych, poprzez pieczenie, doprawianie i dekorowanie, na łakomej konsumpcji skończywszy. Mało tego. Jako matka mam jeszcze jeden darmowy bonus - słodszą od najsłodszej czekolady - ciszę, gdy dwa maluchy pałaszują moje kulinarne kreacje.

 

Kiedyś, gdy dzieci jeszcze nie było i czas był bardziej elastyczny, a dzień nie kończył się nagle, gdy ja dopiero co zdążyłam pomyśleć o śniadaniu, codziennie przygotowywałam coś pysznego, od schabowego z mizerią, po tajskie curry ze świeżymi liśćmi limonki rosnącej przed domem. Dziś moje gotowanie jest bardziej strategiczne. Staram się gotować więcej za każdym razem, porcjuję, mrożę i wciąż skracam czas poświęcany na przygotowywanie posiłków. Ale ponieważ szczerze pichcić lubię, minimalizując czas spędzany w kuchni zawsze obawiałam się jednego. Bałam się, że zapomnę, jak się przyrządza polskie potrawy.

 

No i stało się.

 

Stało się wczoraj. Będąc na ostatnim dniu zwolnienia lekarskiego po moim idiotycznym wypadku, w konsekwencji którego wzbogaciłam się o cztery szwy, poczułam się lepiej i pomyślałam, że przyrządzę coś smacznego. Coś, co „chodziło za mną” od dawna, czyli oczywiście jakiś smak z dzieciństwa. Owszem, koniecznie coś na bazie buraka lub ziemniaka. Tym razem wypadło na ziemniaka, bo zamarzyły mi się placki ziemniaczane, takie aromatyczne i chrupiące, obficie posolone i serwowane ze śmietanką.

 

Jak się chwilę później okazało, placki ziemniaczane, choć wydają się najzwyklejszą i najprostszą potrawą świata - a przynajmniej kuchni polskiej - również można spieprzyć. Po godzinnym tarciu ziemniaków i cebuli, które prawie doprowadziło do bezwładu prawej ręki, efekt końcowy był conajmniej niezadowalający. Przez otwarte w kuchni okno wylatywały na podwórko bardzo polskie okrzyki dodające siły w chwilach bezsilności każdemu Polakowi z krwi i kości, które dla australijskich sąsiadów brzmiały pewnie jak jakieś magiczne zaklęcia. Nawet magia by mi jednak w tym dramacie kulinarnym nie pomogła. To co miało być złote, kształtne, chrupiące na wierzchu i pulchne w środku okazało się bezkształtną, lepką i kleistą w środku oraz rozlazłą i rozmiękłą, szalenie nie apetycznie wyglądającą papką.

 

Zhańbiłam polską tradycję. Poległam na ziemniaczanych.

Udostępnij na Facebooku
Podziel się na Twitterze
Please reload

Dlaczego Uluru nie jest dla każdego?

24/09/2019

Glow Worm Tunnel czyli niecodzienna przygoda 180km od Sydney

27/04/2019

Baśniowo, czyli The Grounds Of Alexandria

15/03/2019

1/10
Please reload

Może ci się spodobać również: